Kotka imieniem Malutka
Foto: hod. Katarzyna Szymański (hodowla Alwaro)
.
13.05.2002 r.
Dzisiaj zamieszkała w naszym domu nowa lokatorka... Przepiękna koteczka rasy Maine Coon - ciemnoszara ze spora ilością białego. Śliczna po prostu! Jesteśmy nią zachwyceni!
Malutka (takie jest jej domowe imię) - jest dowodem na to że szczęśliwe zbiegi okoliczności się zdarzają i że marzenia tez potrafią się spełniać - w najmniej oczekiwanych momentach...
Malutka (wcale nie taka mała! ;) pochodzi z doskonałej i z całego serca przeze mnie polecanej hodowli kotów Maine Coon'ów - ALWARO. Byliśmy nią zachwyceni - gdyby każda hodowla wyglądała w ten sposób... Może kiedyś tak będzie?....
Zdecydowaliśmy się z Piotrkiem na piątego kota, ale postanowiliśmy że ten będzie taki wybrany. Dla "odróżnienia" - wszystkie pozostałe nasze kotki są znalezione, ratowane, przygarnięte - to tak właściwie los za nas decydował.
Oczywiście - gdyby w tym czasie znowu znalazł się na naszej drodze jakiś koci biedak - to on z nami by zamieszkał - bez względu na plany ;). Ale ponieważ żadne kocie nieszczęście nam się nie trafiło - wiec postanowiliśmy spełnić nasze marzenie - wziąć kota który choć troszkę by przypominał Maine Coona lub kota syberyjskiego.
Obydwoje jesteśmy zakochani w takich kotach :)
Daliśmy ogłoszenia na Kocim Forum, sami też przeglądaliśmy sieć w poszukiwaniu ogłoszenia że ktoś takiego kociaka chce oddać. O rasowym nawet nie myśleliśmy - po prostu nas na rodowodowego MC nie byłoby za bardzo stać.
Oczywiście - moglibyśmy sobie takowe kocię kupić za grosze z lewej hodowli - ale takiej myśli nawet do siebie nie dopuszczaliśmy z wiadomych względów. Dlatego żadne giełdy nie wchodziły w grę. Ani ogłoszenia o sprzedaży kociąt bez rodowodu.
Liczyliśmy na jakiegoś porzuconego kociaka szukającego domu. Gdybyśmy takiego nie znaleźli - zamieszkałby z nami jakikolwiek kociak - piąty kot był już postanowiony. Choć mieliśmy nadzieję że jakiś półdługowłosy kociak jednak się znajdzie....W pewnej chwili przypomniałam sobie ogłoszenie które widziałam na newsach...
O oddaniu dorosłego Maine Coona... W momencie czytania tego ogłoszenia w ogóle o tym nie myśleliśmy, ale kilka dni później... Sądziłam że nie ma wielkiego sensu próbować, ogłoszenie było sprzed jakiegoś czasu i tak przez kogoś przekopiowane skądś na newsy. Ale zaryzykowałam...
Okazało się że tamte ogłoszenie jest już nieważne :( Ale za to dowiedziałam się... że inna dorosła kotka tej rasy szuka domu... Czekała nas jeszcze pewna droga - poznanie się z jej właścicielką, zaakceptowanie nas jako przyszłych opiekunów, zapoznawanie się z koteczką w jej własnym domu...
Chyba zdaliśmy egzamin bo od dzisiaj kotka mieszka z nami :)))))
Przyjechała za swoją panią po godzinie 19... To był bardzo stresujący dzień... Cały czas czekaliśmy na tą chwilę - nie wiedzieliśmy jaka będzie reakcja naszych kotek, samej Malutkiej, jej pani... Na szczęście okazało się że wszystko przebiegło bezproblemowo :)
Łzy się prawie polały przy pożegnaniu ale udało nam się sprawić by dotychczasowa opiekunka koteczki nie uciekła nam razem z nią - a niewiele brakowało... Serce nam się krajało gdy na to patrzyliśmy - na to wielkie przywiązanie człowieka do kota... Wyobraziłam sobie jak ja bym się czuła oddając jedną z moich kotek...
Nasze kotki zachowały się jak zawsze - z wielką dozą wyczucia i dyplomacji - jestem z nich naprawdę dumna :) Bunia w ogóle od razu powąchała się nos w nos z Arden, bez jednego warknięcia z obu stron. Pozostałe kotki przez chwilkę poprzyglądały się nowej a gdy zobaczyły że nie chce się z nimi bawić - poszły do swoich zajęć :)
Niestety - Malutka zaszyła się pod szafą :( Nawet jej pani nie mogła się z nią pożegnać tak jak chciała bo koteczka siedziała gdzieś w najdalszym kącie :(
Przyniosłam jej pod tą szafę wodę, jedzenie i kuwetę - na wabia ;). No i żeby się biedna nie męczyła gdyby czegoś potrzebowała. Ale nie sądziłam by wyszła stamtąd wcześniej niż późno w nocy....
Postanowiliśmy zostawić ją w spokoju.Piotrek przysnął na łóżku, ja usiadłam do komputera... Nagle słyszę dziwny dźwięk.... Niby koci tupot po parkiecie ale jakiś taki inny... Oglądam się do tyłu.... A tam Malutka wracająca z drugiego pokoju pod swoją szafę :)
Lekko przestraszona ale nie aż tak bardzo jak można by się spodziewać! Gdy zobaczyła że ja ją widzę - powolnym krokiem udała się pod łóżko. Skąd cały czas robi wypady :) A nawet jeśli nie to cały czas słyszę jak buszuje pod łóżkiem - które jest duże i daje spore pole do popisu :)
I to by było tyle na dzisiaj...
>
16.05.2002 r.
Minęło kilka dni... Malutka okazała się kotem o wspaniałym charakterze.
Spodziewałam się że przez wiele jeszcze dni nie wyjdzie spod szafy - w końcu to dorosły kot który znalazł się w zupełnie dla siebie obcym miejscu. Na szczęście Malutka myślała inaczej ;).
Już następnego dnia w nocy buszowała z fascynacją po mieszkaniu, próbowała wspinać się na drzewko :)
Dzisiaj - zachowuje się niemal tak, jakby od zawsze tutaj mieszkała - jest pewna siebie, pieszczotliwa i zaprzyjaźniona z resztą kocic.
Kocice w ogóle nie okazują sobie agresji - a wręcz przeciwnie. Kotki są sobą zachwycone, zafascynowane - ale nie agresywne. Co w sumie mnie z kolei fascynuje - nowy, dorosły kot... A te traktują go jakby od zawsze tutaj mieszkał. Nie żebym narzekała ;)
22.09.2002 r
Minęło już sporo czasu odkąd Malutka z nami zamieszkała.
Kociczka wkomponowała się idealnie w nasze stadko. Jest wielkim pieszczochem, uwielbia być w centrum zainteresowania. Umie też postawić na swoim :).
Podziwiamy ją za jej wspaniały, taki troszkę psi, charakter. Jest inna od pozostałych kotek - dla niej najważniejszy jest człowiek.
Ktoś kto decyduje się na kota tej rasy musi mieć świadomość że nie może to być zwierzę dla którego można nie mieć czasu.
Żadne nie może, ale MC odczuwa to jeszcze bardziej dotkliwie. Te koty, odpowiednio traktowane, uwielbiają swojego człowieka - co widać na poniższym zdjęciu :)
24 marca 2011 roku Malutka umarła.
Chorowała poważnie od kilku miesięcy, na stare lata przyplątał jej się guz tarczycy, silna jej nadczynność, zapalenie trzustki i na sam koniec - niewydolność nerek.
Za dużo tego było jak na jedno kocie ciałko.
Malutka żyła 13 lat i nigdy o niej nie zapomnimy.