Rozmiar: 2551 bajtów

Bunia - kot z charakterem :)

Rozmiar: 6990 bajtów

Oto co o Buni napisał Piotr - człowiek który kilka lat temu zaopiekował sie cieżarna, bezdomną koteczką. Od kilku miesięcy Bunia jest również moją kotką :) Bardzo się bałam tego jak dorosła, duża kocica zareaguje na nagłe pojawienie się w jej domu trzech zupełnie obcych kocic... Ze względu na odległość nie było wcześniejszej możliwości zapoznania ze sobą kotek. Bunia jednak zachowała się rewelacyjnie! Nie wykazywała żadnej agresji, co najwyżej ciekawość. Czasem sykneła ale tylko wtedy gdy czuła że któraś z kotek odcina jej drogę. Po kilku tygodniach wspólnego mieszkania i przyglądania szalonym zabawom pozostałych kotek - Bunia też zaczeła próbować się dołaczać do wspólnych gonitw. Na początku wyglądało to troszkę śmiesznie, bo moje kotki po prostu nie wiedziały dlaczego ta stateczna, duża kocica, dotychczas obserwująca je z dystansem, pędzi prosto na nie z zadartym i zakręconym ogonkiek wydając dziki tupot ;) Kończyło się to tak że Luna z Gaja zwiewały z dzikim krzykiem i błyskiem przerażenia w oczach , a Bunia myśląc że one się z nia tak bawią - jeszcze podwajała wysiłki dogonienia nieszczęsnej ofiary :). Na szczęście dosyć szybko kotki się zorientowały że Bunia wcale nie chce ich zjeść i teraz ganiają się całym stadkiem, tupiąc jak stado dzikich mustangów :) No, ale dość mojego gadania, oto opowieść o początkach znajomości Piotrka i Buni:      

Rozmiar: 29861 bajtów


Bunię poznałem pewnego majowego poranka. Odkąd pamiętam zawsze w naszym domu były psy, a kotów szczególną sympatią nie darzyłem. Z biegiem lat jednak nastawienie zaczęło mi się zmieniać. Będąca z nami od osiemnastu lat suczka Myszka chorowała coraz bardziej, przyszłość rysowała się w coraz czarniejszych barwach, a jednego byłem pewien - dom bez zwierząt będzie rozpaczliwie pusty.
Tego dnia idąc do pracy zauważyłem siedzącego sobie spokojnie na trawniczku przed wejściem przecudnej urody czarnego kotka. - Właściwie - pomyślałem - dlaczego by nie podkarmić... Jedynym czym wtedy dysponowałem była wyciągnięta z kanapek sucha kiełbasa, niemniej jednak przyjęta została łaskawie, a potem nawet "dziki" kotek dał się pogłaskać, poocierał się o nogi.. Było to nadspodziewanie przyjemne.Następnego dnia,tak na wszelki wypadek przyniosłem bardziej już odpowiednie dla kota danie. - Może przyjdzie...- myślałem. Przyszła. Czekała na mnie pod krzaczkiem,jedzonko zainteresowanie wzbudziło, ale... nie chciała jeść. Zielono - bursztynowe oczy spoglądały tylko na przemian to na mnie, to na miseczkę. - Dlaczego nie jesz ? - spytałem głaszcząc kształtną główkę. Jak się okazało, chodziło właśnie o to. Bardzo szybko doszliśmy do porozumienia. Ona czekała na mnie co rano, a warunkiem jedzenia było nieustanne głaskanie i dopieszczanie. Nie przeszkodziła nam nawet rzęsista wiosenna ulewa, usiadłem sobie po prostu na schodkach z kotem na kolanach, miseczką w ręku i kurczowo ściskanym pod pachą parasolem - przecież drugą ręką musiałem drapać za uszkiem...
Wkrótce istniejący układ przestał jednak Bunię zadowalać.Zaczęła przychodzić dwa razy dziennie, potem przeniosła się z porannym oczekiwaniem do wnętrza budynku,n a korytarz przed naszą pracownią, a któregoś dnia przez uchylone drzwi zajrzało bardzo zaciekawione pysio. - Miau ? - zapytała. - Ależ naturalnie ! - odpowiedziałem. - Wejdź i czuj się jak u siebie ! Od tej pory przez cały dzień Bunia spała sobie spokojnie na rozbitym fotelu, a gdy pod koniec dnia mówiłem jej "To do jutra, słoneczko, idę do domu", wstawała, przeciągała się i również wychodziła. Pojawił się jednak pewien problem. Otóż Bunia nieco za szybko jak na moje dokarmianie przybierała na wadze, a gdy podczas codziennej porcji pieszczot poczułem jak w jej brzuszku coś się poruszyło... Ta decyzja dojrzewała we mnie już długi czas, nie chciałem tylko robić tak strasznej krzywdy nie znoszącej kotów staruszce Myszce, ale gdy pomyślałem o losie czekającym większość żyjących na wolności kociąt, samochodach, "ludziach" i chorobach... Nie miałem po prostu innego wyjścia.

Rozmiar: 8000 bajtów

Przyniesiona do domu Bunia tego samego dnia kompletnie sterroryzowała Myszkę i bardzo z siebie zadowolona objęła w posiadanie całe mieszkanie, a ja, cały przejęty, zabrałem się za przygotowania do nadejścia kociąt. Mimo wiedzy o tym, że kotka i tak sama wybierze sobie odpowiadające jej miejsce na poród, będzie kocięta przenosić, nie wolno będzie jej się narzucać i takie tam, przygotowałem jej bardzo profesjonalne (swoim zdaniem) legowisko. Ależ byłem z siebie dumny gdy Bunia stwierdziła,że TO JEST TO !

Rozmiar: 13248 bajtów


Gdy nieco ponad tydzień później wróciłem z pracy, Bunia zachowywała się inaczej... Była wyraźnie niespokojna i bez zbędnych ceregieli zaprowadziła mnie do kojca, weszła do środka, wtuliła mi się w rękę i jakoś tak szybciej zaczęła oddychać. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się, że to przecież JUŻ TERAZ !!! Następne godziny spędziłem zgięty w dziwacznej pozycji, z głową pod kocem, do połowy w kocim kojcu, cały czas głaszcząc Bunię i podtrzymując ją na duchu. Gdy na świecie pojawiły się pierwsze dwa kocięta usłyszałem zgrzyt klucza w zamku - to z pracy wracała moja matka. Wstałem i ruszyłem w stronę drzwi, żeby powiedzieć jej, że to właśnie teraz... Jakież było moje przerażenie, gdy rodząca kotka z rozpaczliwym krzykiem, zostawiając swoje nowonarodzone dzieci, wybiegła za mną z kojca wołając bym natychmiast do niej wracał !

Rozmiar: 16984 bajtów


Bunia urodziła cztery cudowne, czarne jak ona sama kocięta, piąte niestety przyszło na świat martwe. Nigdy nie próbowała kociąt przenosić, nigdy też nie okazywała zniecierpliwienia gdy nawet niemal dwuletnie kociątko próbowało sobie matkę possać...

Dwa z kociąt poszły do ludzi, niestety kontakt się urwał i nie wiem jak im się wiedzie. Pozostałe dwie kotki zostały z nami, trzy lata temu po kilkumiesięcznej ciężkiej chorobie, pomimo że robiłem wszystko co tylko mogłem, ukochana Bombelek umarła mi na rękach...



Rozmiar: 9495 bajtów


Druga córka Buni, Pusia, odeszła rok temu, również z powodu ciężkiej choroby :(

Rozmiar: 7569 bajtów


Jeśli chcesz zobaczyć więcej zdjęć Bombelka i Pusi - zapraszam TUTAJ

O dalszych dziejach Buni możesz przeczytać TUTAJ


Rozmiar: 5149 bajtów