Rozmiar: 2551 bajtów

BUNIA

Rozmiar: 7789 bajtów


7 miesięcy temu Bunia miała mieć poważną operację - usunięcie guza który jej wyrósł na boku.
Ponieważ byliśmy przezorni - postanowiliśmy wykonać naszej koteczce badania krwi przed zabiegiem - żeby wiedzieć w jakim jest stanie i czy nic jej nie dolega. Zadzwoniliśmy do lekarza który miał ja operować i robił badania - powiedział że wyniki są OK i nic nie stoi na przeszkodzie żeby kotka mogła mieć poważny przecież zabieg.
Gdy przyszliśmy do lecznicy już z kotką - również nikt nam nic nie powiedział. Dopiero odbierając kotkę już po operacji (też z przygodami - całej tej historii niejakiemu dr. Czerwieckiemu z Warszawy nie daruje...) spytałam się jeszcze raz - jakie właściwie kotka miała wyniki, no bo w końcu ma już ponad 9 lat, może na coś powinniśmy zwrócić uwagę?
Wet powiedział że wyniki były dobre i nie mamy się o co martwić. Ale mnie coś tknęło - zażądałam ich wydania...Na kartce wyraźnie pisało: kreatynina 2.6, mocznik prawie 100.... Poważne uszkodzenie nerek...

Kotka bardzo długo wybudzała się z narkozy, kilkakrotnie już świadoma - przewracała się i traciła zupełnie przytomność....Od razu skontaktowali śmy się z dobrym lekarzem - kotka momentalnie przeszła na dietę dla kotów z niewydolnością nerek i leki.
Niestety - wkrótce potem nastąpiło u niej pogorszenie stanu - jak przypuszczam w dużej mierze spowodowane niewłaściwą narkozą użytą do operacji. Kroplówki, kolejne leki, codzienne wizyty w klinice. Kotka szybko poczuła się lepiej :)
W międzyczasie badania - w tym również USG. Niestety wykazało również dużą torbiel na wątrobie, ale na szczęście nie daje ona żadnych objawów.
Kilka kolejnych miesięcy było spokojnych - ale znowu kotka poczuła się gorzej.

Na szczęście w tym przypadku również kroplówki dały szybki efekt - kotka momentalnie odzyskała doskonały nastrój :)
Niestety - 4 miesiące po usunięciu guza (niestety - mięsaka) pojawiła się wznowa... Trudna decyzja - operować powtórnie czy nie... Konsultacja u chirurga - podejmie się. Z powodu stanu nerek Buni miała być zastosowana specjalna narkoza - wziewna i bardzo płytka, Bunia miała mieć za to silnie znieczulony bok - guz znajdował się pod skóra.Rewelacja!
Kotka wróciła do domu już ślicznie wybudzona, biegająca, pierwsza przybiegła na kolację wołając dobitnie że chce jeść :) Rana goiła się ślicznie mimo iż była bardzo duża - niemal od grzbietu do brzucha.
Dwa tygodnie później była już ślicznie zagojoną blizna! Kotka zniosła operacje i rekonwalescencję doskonale bez porównania lepiej niż za pierwszym razem.W tej chwili Bunia czuje się doskonale - ma świetny nastrój, wielki apetyt i jest wesoła :)

Niestety - nasza kotka jest twardzielem i chociaż już przed operacja nerki miała w złym stanie - nic nie dała po sobie poznać...
Gdyby nie badania przed zabiegiem i nasza dociekliwość - a również sama operacja - choroba mogłaby się jeszcze znacznie posunąć zanimby nasza koteczka się do tego przyznała... Dlatego właśnie najprawdopodobniej już niedługo Bunia będzie musiała brać stale kroplówki - żeby w ten sposób utrzymywać niski poziom mocznika we krwi. Na szczęście ja potrafię je robić i nie będzie to dla mnie żadnym problemem :)
Bunia ponadto jest bardzo zdyscyplinowanym pacjentem - podawanie jej tabletek to przyjemność :) Tylko trzeba uważać bo jest bardzo sprytna i potrafi się ich ukradkiem pozbywać - raz wpadła bo siedziała na stole i wypluła mi tabletkę (phytophale) prosto do herbaty :) gdyby nie dźwięknęła o szklankę - miałabym się z pyszna ;)
Robienie Buni kroplówek to też czysta poezja :) Kotka leży spokojnie, nie boi się, nie broni.
Żeby każdy kot był taki :)Mamy nadzieję że Bunia będzie nas cieszyła swoja obecnością jeszcze długo, długo :)

W tej chwili jej choroba jest na ustabilizowanym poziomie, Bunia ma wielki apetyt - którego brak jest częstą przyczyną pogarszania się stanu wielu kotów z niewydolnością nerek.
Koteczka jest też w świetnym nastroju - co oznacza że dobrze się czuje i nie ma żadnych dolegliwości związanych z samopoczuciem.

Oby tak dalej :)

Rozmiar: 1250 bajtów



13 lutego 2003 poddaliśmy się.

Kroplówki przestały już pomagać, Bunia na skutek utraty apetytu stała się swym własnym cieniem.

Po jednodniowej, nagłej poprawie nastąpiło załamanie, w jej złotych oczach pojawił się ból.

Dzięki środkowi uspokajającemu nawet nie wiedziała, że zabieramy ją do lecznicy. Podczas pierwszego zastrzyku nawet nie drgnęła, w połowie drugiego niemal niezauważalnie ustał oddech.

Byliśmy z nią do samego końca.

Odeszła tak jak żyła - cicho i spokojnie, otoczona kochającymi ją ludźmi.

Może spotkamy ją kiedyś wraz z jej dziećmi na Tęczowym Moście...

Rozmiar: 21089 bajtów