W sierpniu 2006 roku wybralismy sie z Przemkiem na drugi wspólny urlop - zwyczajowo w góry, do Bielawy.
Tym razem nie jechaliśmy samochodem. Piotrek pojechał rowerem (takie wyzwanie :)) - a my pociągiem. Jako że taszczenie naszego maleństwa i sporej ilości bagażu przerastało moje możliwości fizyczne - tak więc przyjechał po nas mój brat i wszyscy razem wsiedliśmy do pociagu :)
Oczywiście jak zwykle wcześniej byłam pełna obaw - jak nasze dziecię zniesie tyle godzin jazdy (najpierw ponad 6 godzin pociągiem a potem jeszcze półtorej autobusem), czy będzie miejsce, jak to w ogóle będzie.
Oczywiście okazało się że jazda mineła nam śpiewająco, Przemek był zachwycony, grzeczny, częstował wszystkich chrupkami kukurydzianymi i rozdawał zabawki :)
Po przyjechaniu na miejsce Przemek oczywiście poczuł się jak w domu - on zresztą prawie wszędzie się tak czuje :)
Jako że wujek Grzesiek jest ukochanym wujkiem naszego dziecka - tak więc jednym z ulubionych miejsc pobytu zwykle są kolana wujkowe :)
Filemon, jeden z dwóch kotów mojego brata - także był obdarowywany czułościami.
Które zresztą znosił ze świętą cierpliwością :) - nawet próby obcinania pazurków obcinaczką - co również było uskuteczniane przez naszego potomka :)
Po długiej drodze warto coś zjeśc dla odbudowy sił witalnych - tylko dlaczego jedzą wyłącznie dorośli??
Tata i babcia wsuwają spaghetti, a ja to co????
Ja też poprosze!!
No - dajcie mi odrobine, jeden makaronik, cokolwiek!!! :)
Przemek prowadził bogate życie towarzyskie, odwiedzajac razem z nami kolejne knajpki bielawskie :)
Jego ulubionym zajęciem były tańce na stole i podrywanie dziewczyn :)
Nie bardzo wiem jak mam interpretować jego zachowanie - ale on na widok dziewczyny (to bardzo szerokie pojęcie w wykonaniu Przemka, odnosi sie i do uroczych dziewcząt w jego wieku a kończy na osobach w wieku mamusi ;)) która mu się spodoba (a większośc mu się podoba, nie jest jakiś szczególnie wybredny ;))
dostaje niemal amoku, tańczy, śmieje się, podrywa, zaczepia, nie można go oderwać - a jak do wybranki serca podejdzie jakiś mężczyzna to z wielkim zapałem robi mu papa ;)
Prawie każdy nasz pobyt w jakiejś knajpce kończył się powszechnym śmiechem, pokładaniem się na ławkach i w ogóle sensacją :)
Tata sobie pije piwo - to ja ide na podryw :)
A na tym zdjęciu Przemek się nie śmieje - ale za to ładnie wygląda :)
Podczas pobytu w górach Przemek oczywiście zwiedzał także okolicę, nie spędzaliśmy czasu wyłącznie na leniuchowaniu :)
W tle widać góry, tuż za nami jest jezioro (czy ktoś z Was kojarzy koncert o nazwie Regałowisko? To własnie nad tym jeziorem on sie odbywa :)) a obok nas stoi babcia przemkowa :)
W ramach poznawania przyrody górskiej Przemek zapoznał się także z tamtejszymi końmi :)
Jako że ich nie znałam - wiec nie pozwoliłam na zbyt bliski kontakt z Przemkiem - choć obie strony do tego dążyły :)
Przemkowi konie bardzo się podobały jednak chyba troszkę onieśmielały swoją wielkościa i chuchem - bo jak jeden dmuchnął dziecku w twarz to Przemek lekko się zdziwił tym huraganem ;)
Mój brat mieszka na czwartym piętrze bez windy - tak więc każdy spacer z wózkiem oznaczał znoszenie Przemka i wózka po schodach.
Przemek był zachwycony tą codzienną, często kilkakrotną podróżą w lektyce :)