Rozmiar: 2551 bajtów

Gaja - kochany kot :)


Rozmiar: 10343 bajtów


Gaja urodziła się w kwietniu 2001 r.
Historia jej trafienia do nas jest niezwykła...
Zaczęło się od tego że pewnego dnia spotkałam moją znajomą. Mieszkała tuż obok mnie, ale nie utrzymywałyśmy bliższych kontaktów - ot takie tylko grzecznościowe. Tego dnia wdałyśmy się w pogawedkę ponieważ pani owa wiedziała że mam koty i poprosiła mnie o radę - znalazła tuż obok mojego domu, idąc do pracy - dwa kociaczki, maleńkie. Siedziały na środku ulicy... Zabrała je do siebie, ale nie wiedziała co z nimi począć bo nie mogła ich zostawić. Doradziłam jej wizytę u mojego lekarza weterynarii żeby skontrolował stan kociąt, odrobaczył je i zaszczepił. A w wypadku gdyby nie znalazł się nikt chętny - podałam adres przytuliska o którym wiedziałam że kotom w nim jest dobrze i w którym często bywałam - szukając domów dla tamtejszych kotów. I na tym się rozstałyśmy a ja o sprawie zapomniałam.

Jakiś miesiąc poźniej pojechałam do tegoż przytuliska po czarną kotkę - miałam na nią chętną. Weszłam, usiadłam otoczona stadkiem kotów jak zawsze. I nagle zobaczyłam siedzące w kącie COŚ... Kupka kociego nieszczęścia... Maleńki kociak, ale bardzo ciężko chory. Nie namyślając się wiele - złapałam malucha do kontenerka, powiedziałam w locie że po czarną kotkę przyjadę jutro - i popędziłam do swojego lekarza - do którego miałam jakieś 20 km.. Nie wiedziałam czy zdążę dojechać... Kociątko tylko kwiliło, nie miało już siły na nic więcej.

U lekarza zaczęła się walka o jego życie. Kociątko było bardzo charakterystycznie umaszczone i właśnie dzięki temu dowiedziałam się że jest to właśnie jedno z kociąt znalezione przez moją znajomą... Potwierdziłam to następnego dnia w przytulisku...

Kociątko, same kosteczki i skołtuniona sierść... Umierało. Gdy leżało półprzytomne na stole, pod kroplówką - obiecałam mu że jeśli przeżyje - to zostanie ze mna, nikomu go już nie oddam...
Niestety - do domu niosłam prawie bezwładne ciałko. Marne były szanse że dożyje następnego dnia.
Położyłam kociaczka w ciepłym miejscu, okryłam... I w sumie nie wierzyłam że przeżyje. Był za mały, zbyt chory.
W nocy, nie mogąc zasnąć - w pewnym momencie usłyszałam skrobanie w łóżko. Myślałam że to któraś z moich dwóch kotek. Sięgnęłam ręką i poczułam maleńkie, chudziutkie ciałko... To kociątko wspinało się na góre!

Całą noc przespało na mojej szyi :)
Gdy rano pojawiłyśmy się w gabinecie pana doktora - ten myślał ze kota podmienilam :) Wczoraj umierająca - dzisiaj Gaja biegała, jeszcze ostrożnie i chybotliwie ale zawsze - po stole :)
A potem był już błyskawiczny powrót do zdrowia. Przez kilka tygodni kociczka wymagała specjalnego żywienia ponieważ jej jelita były bardzo uszkodzone - ale samopoczucie miała wspaniałe. Biegała, skakała prawie bez przerwy :)


Rozmiar: 11100 bajtów

Zostało jej to do teraz. Mimo że już dorosła - Gaja jest kotem o niespozytej energii. Uwielbia szaleństwa na drzewku, galopady, zabawy. Jest niezwykle towarzyska, uwielbia gości i pieszczoty :)
I jest bardzo, bardzo kochana :)

Rozmiar: 27968 bajtów



Rozmiar: 5149 bajtów