PIERWSZE TRZY MIESIĄCE ŻYCIA
Rozmiar: 2551 bajtów

[Rozmiar: 2889 bajtów]


PIERWSZE TRZY MIESIĄCE ŻYCIA PRZEMKA WŚRÓD KOTÓW :)


[Rozmiar: 72502 bajtów]


Przemek urodził się 1 sierpnia 2005 roku.
Pierwsze trzy dni życia, jak większość noworodków spędził w szpitalu, potem wróciliśmy do domu i tak rozpoczął się dla Przemka kolejny etap życia - który mamy nadzieję że będzie trwał już zawsze - etap życia kociarza :) W chwili gdy Przemek się urodził mieliśmy siedem kotów, po kilku miesiącach do kociego stadka dołączył zwariowany kociak - który dostał na imię El Coto, choć bardziej pasowałoby coś w rodzaju wariat albo.. No, może nie rozwijajmy tego tematu ;)

[Rozmiar: 45482 bajtów]

Przemek od samego początku miał nieograniczony dostęp do kotów - czy może raczej to one miały nieskrępowany dostęp do niego. Pierwsze dni to była oczywiście nasza pilna obserwacja, nasze koty nigdy w sumie nie miały kontaktu z takim małym dzieckiem, dla nich to też była zupełnie nowa sytuacja.
Daliśmy im bardzo duży kredyt zaufania.
I nigdy go nie zawiodły.
Od samego początku odnosiły się z wielkim wyczuciem dla maleństwa, szalone kocurki bardzo przytemperowały swoje temperamenty i zaprzestały dzikich gonitw po łóżku zanim nie sprawdziły wcześniej czy Przemek na nim przypadkiem nie leży - co było dla nas naprawdę szokiem bo wcześniej nie miały żadnych skrupułów aby przegalopować po nas - dorosłych.
Skierka posunęła się jeszcze dalej - stała się dla Przemka osobistą nianią, spała z nim w łóżeczku, przybiegała z ćwierkaniem na każde zakwilenie.
Czasem stawała się wręcz uciążliwa robiąc mi dzikie awantury gdy np. byłam w toalecie a Przemek w tym czasie zapłakał. No i ja w takiej sytuacji nie dość szybko do niego podążałam - z wiadomych względów. Wiadomych dla mnie, nie dla koteczki, która potrafiła naprawdę wpadać w stan przerażenia że z dzieckiem coś się dzieje, ona chce mu pomóc ale nie potrafi. Przyleciała do mnie po pomoc a ja co? na kibelku siedzę :)
Kiedyś posunęła się znacznie dalej. Przemek rozhisteryzował się ze zmęczenia, żadne uspokajanie nic nie pomagało, wręcz przeciwnie, nakręcało go jeszcze bardziej.
Postanowiliśmy zastosować metodę ostatnią jaka nam przyszła do głowy - a która okazała się zresztą strzałem w dziesiątkę. Odłożyliśmy synka do łóżeczka, pocałowaliśmy i zostawiliśmy na pięć minut samego z włączoną melodyjką. Ja położyłam się tuż obok na łóżku, zakrywając sobie głowę poduszką w celu choć lekkiego przytłumienia dzikiego wrzasku ;)
W tym momencie wkroczyła do działania Skierka.
Najpierw delikatnie dawała mi do zrozumienia że dziecko płacze a ja śpię.
Po chwili jej delikatność nieco zmalała. Po minucie po prostu z niemal furią zaczęła mi zrywać poduszkę z głowy, prawie spanikowana. Chyba myślała że mi też się coś stało.
Na szczęście Przemek w tym czasie się wyciszył i po chwili wzięty na ręce momentalnie zasnął a Skierka cała szczęśliwa położyła się obok niego.


[Rozmiar: 38709 bajtów]

>Przemek cały czas jest otoczony kotami, od samego początku mu towarzyszyły, były przy nim gdy spał, gdy jadł i się bawił. Dzięki temu nie znam problemu że dziecka nie można na chwilę zostawić samego bo czuje się opuszczone i płacze.
Przy Przemku zawsze był jakiś koci wujek lub ciocia :)
Nie wiem czy dzięki temu - czy może to wypadowa wielu czynników, ale Przemek jest bardzo samodzielny, od samego początku świetnie organizuje sobie czas i dobrze czuje się gdy z jakiegoś powodu spędza go bez asysty rodziców.

[Rozmiar: 61281 bajtów]


Jednym z bardziej wzruszających wspomnień z tamtego okresu jest to gdy zaglądaliśmy do łóżeczka ze śpiącym Przemkiem i widzieliśmy go śpiącego w otoczeniu kotów - które mu niemal zawsze wtedy towarzyszyły.
Najbardziej szokujące było to że zdarzało nam się zastać Przemka otoczonego pięcioma kotami które (wszystkie jednocześnie) tak mruczały że łóżeczko dygotało. W ten sposób go usypiały gdy zaczynał się kręcić.

[Rozmiar: 57038 bajtów]


Wiele osób obawia się tego że dziecko będzie połykało sierść kota jeśli ten będzie z nim przebywał i miał do niego dostęp.
Owszem, będzie zapewne czasem połykało. Ale co z tego? Kocia sierść nie jest trująca, po prostu przeleci przez układ pokarmowy jako niestrawiony element.
Znacznie większym zagrożeniem dla dziecka są włosy ludzkie, szczególnie gdy któreś z rodziców ma je długie.
Tym bardziej że kobiety po porodzie często dosyć silnie tracą włosy i po prostu są one wszędzie.
Ja bardzo uważałam, włosy przeważnie miałam spięte. Mimo to wielokrotnie odwijałam je z paluszków Przemka, nie mówiąc o tym że moje długie włosy znajdowałam w pieluszce... I to jest prawdziwe zagrożenie. Kocia sierść to przy tym pikuś. Nawet jeśli zostanie połknieta. Za to korzyść dla dziecka z ciągłego obcowania z kotem jest nie do przecenienia.
Kot jest dla niego towarzyszem, na tym etapie jeszcze w formie ciepłej, mruczącej przytulanki, ale ta postać szybko ewoluuje.
W dodatku dziecko mając stały kontakt z niewielką ilością niegroźnych dla niego ale działających w specyficzny sposób bakterii żyjących na i w kocie - doskonale ćwiczy układ odpornościowy.
Według oficjalnych badań naukowych obcowanie od urodzenia z co najmniej dwoma kotami zmniejsza u dziecka trzykrotnie ryzyko wystąpienia astmy i silnych reakcji alergicznych.

[Rozmiar: 79984 bajtów]

Teraz, gdy piszę te słowa już wiemy że nasz synek urodził się bardzo chory.
Niestety - w wyniku niekompetencji lekarzy którym ufaliśmy o wiele za długo - Przemek chorował wiele miesięcy bez leczenia a wszystkie nasze obawy i podejrzenia były ignorowane. Troszkę więcej można przeczytać TUTAJ o naszej "przygodzie".
Nie wiem czemu zawdzięczamy fakt że Przemek najprawdopodobniej wyszedł z wszystkiego obronną ręką, bez większych powikłań z wrodzonej cytomegalii i jednoczesnej grzybicy jelit plus dodatkowo z zaburzeń gospodarki wapniowo - fosforanowej która została zdiagnozowana dopiero gdy miał półtora roku.
Ja osobiście widzę w tym wielką zasługe kotów, ich mruczenia, czasem wręcz maniackiego i z uporem układania się dookoła Przemka. Pewnie dobroczynne działanie na układ odpornościowy tych ich swoistych bakterii też było nie bez znaczenia.
Bo jeśli to nie koty mu pomogły to ja nie wiem co ;)

[Rozmiar: 42480 bajtów]


Jeśli możemy coś doradzić osobom które mając koty decydują się na dziecko - to przede wszystkim to żeby nie ingerowali bez potrzeby szczególnie na samym początku wzajemnego poznawania się zwierząt z dzieckiem i na odwrót.
Jeśli będą izolować kota od dziecka - dla kota będzie to ogromny stres. Już samo pojawienie się dziecka to wielka rewolucja w życiu kota - nowy domownik, taki trochę dziwny i nie wiadomo jak go "ugryźć" - bo leży tylko i albo śpi, albo płacze albo jeszcze coś równie dziwnego robi, zmieniają się wszelkie zwyczaje domowe i rytuały, ludzie mają dla kota znacznie mniej czasu i cierpliwości. Świat stanął na głowie.
I gdy do tego wszystkiego dołoży się jeszcze odtrącenie kota (bo jak on ma inaczej to zinterpretować skoro nagle pół jego świata zostanie przed nim zamknięte? I to ta połowa w dodatku w której tyle się dzieje?) - może i na pewno będzie dla zwierzęcia potwornym przeżyciem.
Które na pewno w żaden sposób w niczym nie pomoże a poważnie zakłóci proces zaprzyjaźniania się kota z dzieckiem i na odwrót.
I kot i dziecko będą żyli w poczuciu że "ten drugi" jest jakiś taki nie bardzo - chronią mnie od niego, kontakt z nim jest zły, trzeba się trzymać z daleka.
W dodatku kot który ma możliwośc poznawać dziecko od jego pierwszych dni - ma jedyną w swoim rodzaju okazję nawiązania naprawdę bliskiej więzi dzięki temu że dziecko na początku jest takie niesamodzielne, niemobilne i głównie leży. Nie stwarza przez to żadnego niebezpieczeństwa, kot nie ma z jego strony poczucia zagrożenia i dzięki temu ma czas na oswojenie się z nowym domownikiem.
I w drugą stronę - kot który nie boi się dziecka prawdopodobnie będzie mu okazywał czułość (choćby kładąc się obok niego, obwąchując, przebywając w pobliżu) a dziecko dzięki temu od samego początku będzie go traktowało jako coś oczywistego, przyjemnego, będzie dzień po dniu uczyło się wzajemnych relacji.
Gdy kota dopuści się do dziecka już raczkującego, wychodząc z założenia że dla mniejszego malucha kot to chodząca śmierc (no wiecie, wylęgarnia zarazków, duszenie noworodków ogonem, wysysanie oddechów i podgryzanie grdyki) - to kot będzie dla dziecka w tym momencie świetną... zabawką. Którą należy ganiać z wrzaskiem i okładać dmuchanym młotkiem. Kot nie mający bliskiej więzi z dzieckiem - po prostu będzie się go bał i nic poza tym - trudno w takich warunkach o przyjaźń.
I kot i dziecko nie będą mieli tej niepowtarzalnej okazji nawiązać bliskich stosunków od samego początku. Kot nie będzie miał okazji poznać dziecka w okresie gdy to jest jeszcze mało mobilne - pierwszy kontakt będzie dla niego dużym stresem potęgowanym bezpośrednim zainteresowaniem dziecka jego osobą.
Oczywiście, można nad tym popracować, czasem kot trafia do domu gdzie już jest małe dziecko, nie jest to sytuacja patowa - ale wymaga znacznie więcej pracy niż gdy kot i dziecko mają ze sobą kontakt od samego początku.