Teraz, gdy piszę te słowa już wiemy że nasz synek urodził się bardzo chory.
Niestety - w wyniku niekompetencji lekarzy którym ufaliśmy o wiele za długo - Przemek chorował wiele miesięcy bez leczenia a wszystkie nasze obawy i podejrzenia były ignorowane. Troszkę więcej można przeczytać
TUTAJ o naszej "przygodzie".
Nie wiem czemu zawdzięczamy fakt że Przemek najprawdopodobniej wyszedł z wszystkiego obronną ręką, bez większych powikłań z wrodzonej cytomegalii i jednoczesnej grzybicy jelit plus dodatkowo z zaburzeń gospodarki wapniowo - fosforanowej która została zdiagnozowana dopiero gdy miał półtora roku.
Ja osobiście widzę w tym wielką zasługe kotów, ich mruczenia, czasem wręcz maniackiego i z uporem układania się dookoła Przemka. Pewnie dobroczynne działanie na układ odpornościowy tych ich swoistych bakterii też było nie bez znaczenia.
Bo jeśli to nie koty mu pomogły to ja nie wiem co ;)
Jeśli możemy coś doradzić osobom które mając koty decydują się na dziecko - to przede wszystkim to żeby nie ingerowali bez potrzeby szczególnie na samym początku wzajemnego poznawania się zwierząt z dzieckiem i na odwrót.
Jeśli będą izolować kota od dziecka - dla kota będzie to ogromny stres. Już samo pojawienie się dziecka to wielka rewolucja w życiu kota - nowy domownik, taki trochę dziwny i nie wiadomo jak go "ugryźć" - bo leży tylko i albo śpi, albo płacze albo jeszcze coś równie dziwnego robi, zmieniają się wszelkie zwyczaje domowe i rytuały, ludzie mają dla kota znacznie mniej czasu i cierpliwości. Świat stanął na głowie.
I gdy do tego wszystkiego dołoży się jeszcze odtrącenie kota (bo jak on ma inaczej to zinterpretować skoro nagle pół jego świata zostanie przed nim zamknięte? I to ta połowa w dodatku w której tyle się dzieje?) - może i na pewno będzie dla zwierzęcia potwornym przeżyciem.
Które na pewno w żaden sposób w niczym nie pomoże a poważnie zakłóci proces zaprzyjaźniania się kota z dzieckiem i na odwrót.
I kot i dziecko będą żyli w poczuciu że "ten drugi" jest jakiś taki nie bardzo - chronią mnie od niego, kontakt z nim jest zły, trzeba się trzymać z daleka.
W dodatku kot który ma możliwośc poznawać dziecko od jego pierwszych dni - ma jedyną w swoim rodzaju okazję nawiązania naprawdę bliskiej więzi dzięki temu że dziecko na początku jest takie niesamodzielne, niemobilne i głównie leży. Nie stwarza przez to żadnego niebezpieczeństwa, kot nie ma z jego strony poczucia zagrożenia i dzięki temu ma czas na oswojenie się z nowym domownikiem.
I w drugą stronę - kot który nie boi się dziecka prawdopodobnie będzie mu okazywał czułość (choćby kładąc się obok niego, obwąchując, przebywając w pobliżu) a dziecko dzięki temu od samego początku będzie go traktowało jako coś oczywistego, przyjemnego, będzie dzień po dniu uczyło się wzajemnych relacji.
Gdy kota dopuści się do dziecka już raczkującego, wychodząc z założenia że dla mniejszego malucha kot to chodząca śmierc (no wiecie, wylęgarnia zarazków, duszenie noworodków ogonem, wysysanie oddechów i podgryzanie grdyki) - to kot będzie dla dziecka w tym momencie świetną... zabawką. Którą należy ganiać z wrzaskiem i okładać dmuchanym młotkiem. Kot nie mający bliskiej więzi z dzieckiem - po prostu będzie się go bał i nic poza tym - trudno w takich warunkach o przyjaźń.
I kot i dziecko nie będą mieli tej niepowtarzalnej okazji nawiązać bliskich stosunków od samego początku. Kot nie będzie miał okazji poznać dziecka w okresie gdy to jest jeszcze mało mobilne - pierwszy kontakt będzie dla niego dużym stresem potęgowanym bezpośrednim zainteresowaniem dziecka jego osobą.
Oczywiście, można nad tym popracować, czasem kot trafia do domu gdzie już jest małe dziecko, nie jest to sytuacja patowa - ale wymaga znacznie więcej pracy niż gdy kot i dziecko mają ze sobą kontakt od samego początku.