Rozmiar: 2551 bajtów

[Rozmiar: 78697 bajtów]

CZARNA, LEKKO DYMNA KOTECZKA ZOSIA, ZWANA RÓWNIEŻ MAŁĄ CZRNĄ


Historia życia Zosi nie zaczęła się przyjemnie.
Nie wiem skąd wzięła się w rowie z którego wyszła pewnego pięknego dnia (26 września 2011 r.).
Ale już wcześniej musiało nie być fajnie - bo 6 tygodniowe kocię które wylazło z rowu miało na pyszczku maskę z ropy, całkowicie zaklejone oczy, nie było w stanie ich otworzyć, z noska wydostawały się bąbelki wydzieliny a samo stworzonko było chude jak sznurówka, miało paskudne futerko i wyglądało jak siedem nieszczęść. A przepraszam, zapomniałam, z lewego ucha lała mu się strumieniem ropa.


[Rozmiar: 48737 bajtów]



Kociątko które widać na zdjęciu to Zosia po oczyszczeniu pyszczka, czyli wygląda już o niebo lepiej niż wyglądała pół godziny wcześniej. Bałam się co zobaczę w miejscu oczu po usunięciu ropy, na szczęście choroba nie zniszczyła wzroku malutkiej, jedynie przez kilka godzin po ich otwarciu koteczka prawdopodobnie nie widziała, ale wzrok powrócił - kto wie od kiedy miała oczy zamknięte.
I kto mi powie, co robiło tak maleńkie kocię gdzieś w rowie?
Kociątko bynajmniej nie dzikie, o nie!
Zosia to kociak całkowicie zsocjalizowany z ludźmi, niesamowicie ciepła, towarzyska, mrucząca i ugniatająca. To nie jest kociak urodzony gdzieś w krzakach przez bezdomną czy dziką kotkę, ale kociak który od maleńkości miał kontakt z ludźmi. I co mu z tego przyszło? Gdy zachorował to wylądował w rowie :(

Malutka została znaleziona w ostatniej chwili, była bardzo wycieńczona, wyziębiona, nie miała już siły ani chęci sama jeść, a noc która nadeszła była wyjątkowo zimna. Zosia by jej nie przetrwała o ile wcześniej nie wypatrzyłyby jej ptaki.

Koteczka wspaniale zareagowała na leczenie, już następnego dnia poprawa była spektakularna.
Zdjęcia poniżej zostały zrobione tydzień od znalezienia. Widac różnicę, prawda? :)

[Rozmiar: 37773 bajtów]

Kotka nie zna strachu ni obawy :)
Momentalnie znalazła wspólny język z naszymi kotami. A czas który musiała spędzić w izolacji w kuchni w okresie leczenia minął jej szybko na zabawie i zaglądaniu w każdą szparę ;)

[Rozmiar: 30633 bajtów]

Zosia jest maleńka, puchata ponad miarę jak na zwykłego dachowca (acz nie ręczę że ta puchatość jej pozostanie), za to żarłoczna i ciekawa świata jest niczym wielki tygrys. Podobnie z jej duchem i chęcią pokonania każdej przeszkody, wlezienia wszędzie, zajrzenia w każdy kąt, pobawienia się wszystkim czym się da :)
Na zdjęciu poniżej widać chwilę przed tym gdy Zosia rzuciła sie z apetytem na kolbę kukurydzy :)

[Rozmiar: 53949 bajtów]

[Rozmiar: 50450 bajtów]


Minęło kilka tygodni....

Zosia na początku szukała domu, nasz miał być dla niej tymczasowy, na czas odchuchania i wyleczenia.
No ale tak jakoś się zdarzyło że malutka czarna koteczka - która w chwili obecnej jest już coraz bardziej smoliście czarna a jej dymność z początku okazała się nie kolorem futerka lecz wynikiem wyniszczenia, osłabienia - tak nam zamieszała w sercach, a szczególnie w sercu pana domu, iż zostanie u nas na zawsze :)


Rozmiar: 5149 bajtów

.
.